Fot. Skagerak, Pufa Design

Wbrew pozorom wabi-sabi – bo tak nazywa się japoński trend coraz wyraźniej zaznaczający swoją obecność w stylach architektury wnętrz – nie jest zjawiskiem nowym. Jego korzeni należy się doszukiwać na Dalekim Wschodzie – w wywodzącej się z buddyzmu filozofii zen. To umiłowanie rzeczy surowych i bezpretensjonalnych oraz akceptowanie ich takimi, jakimi są. W dosłownym tłumaczeniu słowo „wabi” oznacza prostotę, natomiast przez „sabi” należy rozumieć piękno wynikające z upływu czasu. Wabi-sabi jest więc sztuką aranżacji polegającą na odkrywaniu naturalnego, subtelnego uroku przedmiotów nieidealnych oraz takich, które noszą na sobie wyraźne ślady nieuchronnego procesu starzenia się.

Fot. Grupa, Pufa Design 

Kolekcję lamp Arigato charakteryzuje linearna forma i prostota, doskonale wpisujące się w ideę trendu wabi-sabi. Jak podkreśla Adam Wysocki z Pufa Design, www.pufadesign.pl: „Kolekcja Arigato to przedmioty codziennego użytku, odzwierciedlające skromność ludzkiego gestu wdzięczności”.

Wnętrza z duszą

Japończycy wierzą, że przedmioty z przeszłością mają w sobie dobrą energię. Ich niepowtarzalny wdzięk bierze się z autentyczności, która w przypadku wabi-sabi jest kluczowa – każda rysa, zadrapanie czy ślad użytkowania stanowi niepodważalny dowód na to, że dany przedmiot żyje i opowiada jakąś historię. W sztuce aranżacji przestrzeni w duchu wabi-sabi na pierwszy plan wysuwa się zatem niedoskonałość, która jest nie tylko dopuszczalna, ale wręcz pożądana. Nie ma tutaj miejsca na zbędne ozdobniki, przepych, ostentację, przesadę czy perfekcyjną symetrię – całe piękno opiera się na prostocie kształtów, linii i barw, naturalności oraz braku sztucznych upiększeń.
Wystrój w tym stylu jest dość ascetyczny, oszczędny, być może odrobinę surowy. Nie oznacza to jednak, że urządzona w ten sposób przestrzeń staje się zimna i nieprzytulna. Wręcz przeciwnie, ściany w kolorach ziemi oraz w neutralnych barwach, takich jak biel, beż, kość słoniowa czy jasne odcienie szarości, zestawione z naturalnymi materiałami – drewnem, kamieniem, lnem, wikliną, odbarwionym marmurem – oraz skromnymi wykończeniami tworzą atmosferę spokoju i harmonii. Ponadto optycznie powiększają pomieszczenie. Z kolei podłoga stworzona ze starych, spękanych desek, na których wyraźnie rysuje się wzór usłojenia, podniszczone meble, wyszczerbione filiżanki, pomięta lniana pościel, pochodzące z recyklingu bądź upolowane na pchlim targu przedmioty z duszą podkreślają niepowtarzalny charakter wnętrz.

Ceramika

W japońskiej filozofii wabi-sabi duży nacisk kładzie się na to, aby przestrzeń mieszkalna była przede wszystkim funkcjonalna. Jej wyposażenie z reguły składa się więc z rzeczy typowo użytkowych, a bardzo istotną częścią aranżacji jest ceramika. Najlepiej jeśli jest ona robiona ręcznie, co dodatkowo podkreśla jej niedoskonałość, a ponadto sprawia, że każdy element zastawy staje się niepowtarzalny. W tym kontekście warto wspomnieć o kintsukuroi, czyli japońskiej sztuce artystycznego odnawiania zniszczonych wyrobów ceramicznych. Polega ona na łączeniu potłuczonej ceramiki przy użyciu laki – tradycyjnie dodawano do niej sproszkowane metale szlachetne, obecnie bywa barwiona na różne kolory – aby dodatkowo wyeksponować pęknięcia i nadać im ozdobny charakter. Technika ta jest bardzo pracochłonna, ale dzięki niej przedmiot zyskuje większą wartość artystyczną, niż posiadał przed zniszczeniem i – poza funkcją stricte użytkową – pełni też funkcję dekoracyjną.

Nie wszystko musi być idealne

Wydawać by się mogło, że wabi-sabi jest trendem, który przypadnie do gustu tylko osobom starszym, stroniącym od nowości i z nostalgią gromadzącym wysłużone przedmioty. Tymczasem także młodzi ludzie coraz częściej rezygnują z pogoni za nieosiągalnym pięknem i perfekcją, a zamiast tego zaczynają dostrzegać uroki tego, co proste, naturalne i przez to autentyczne.
Presja związana z koniecznością ciągłego dążenia do doskonałości jest we współczesnym świecie bardzo silna. Chcąc nie chcąc, wszyscy w jakimś stopniu jej ulegamy, mając nadzieję, że osiągnięcie ideału zapewni nam szczęście. Jednocześnie jesteśmy coraz bardziej zmęczeni oglądaniem oderwanych od rzeczywistości zdjęć przedstawiających idealnych ludzi, ich idealne życie i idealne wnętrza mieszkań. Nic więc dziwnego, że wabi-sabi znajduje coraz więcej zwolenników – koncepcja ta, z całą swoją prostotą, akceptacją naturalnego procesu starzenia się i gloryfikacją niedoskonałości, pozwala uświadomić sobie, że nie wszystko musi być perfekcyjne. Wystarczy doceniać to, co mamy.