Ma Pani dość napięty grafik. Czy może nam Pani przybliżyć swoje zawodowe plany?

Marieta Żukowska: Właśnie jestem na planie zdjęciowym nowego filmu Patryka Vegi „Botoks”, gdzie gram postać Patrycji – chirurga. W czerwcu kończymy film, następnie kręcimy serial, który dopełniać będzie wersję kinową. Natomiast we wrześniu wchodzę na plan kolejnego filmu. W czerwcu jestem też na planie „Drugiej szansy”, gdzie grać będę postać eterycznej, zwariowanej Jagody. Cieszę się, że te dwie postaci są tak odmienne. Patrycja jest konkretną zdecydowaną lekarką, odnoszącą sukcesy zawodowe, jednak już na początku filmu w jej pozornie poukładanym życiu nastąpi trzęsienie ziemi, a ona sama stanie na życiowym zakręcie. Ta rola to wyzwanie zarówno fizyczne, jak i psychiczne. Przygotowując się do niej, miałam wyjątkową możliwość przyglądać się z bliska pracy chirurgów. Zauważyłam, że moment operacji jest dla nich swego rodzaju zawieszeniem, skupieniem na zadaniu, tak jakby świat się na chwilę zatrzymał, jakby byli tylko oni i pacjent – natomiast gdy po operacji idą odpocząć, schodzi z nich napięcie i adrenalina. Wtedy widziałam na ich twarzach ogromne zmęczenie i wysiłek, jaki muszą inwestować w swoją pracę. Do tego dochodzą dyżury, nieprzespane noce. Aby utrzymać podobny stopień napięcia i zmęczenia specjalnie nie śpię przed zdjęciami. Pomaga mi to w budowaniu roli.

Film trafi do kin 29 września. Jak się pracuje z takim reżyserem jak Patryk Vega?

Patryk doskonale czuje kino. Łamie utarte schematy, ma unikatowy sposób pracy. Patryka napędza rodzaj adrenaliny i napięcia, wymaga od aktora niezwykłej prawdy. Był dokumentalistą, więc chce, by sceny „z życia” były jak najbardziej wiarygodne, ma tez świetne ucho do dialogów. Przed filmem dużo rozmawialismy ,próbowaliśmy . Moja postać to kobieta-chirurg, a kobiet w tym zawodzie jest bardzo niewiele. W „Botoksie” jest scena, w której jeden z lekarzy twierdzi, że „dla niego kobieta-chirurg jest jak świnka morska: ani świnka, ani morska” – to powiedzenie podobno zna każdy lekarz. Przygotowując się do roli rozmawiałam z lekarką, która przez lata była jedyną kobietą na bloku operacyjnym i wciąż musiała udowadniać swym kolegom, że jej obecność tam to nie przypadek. Zresztą każda scena w scenariuszu zdarzyła się naprawdę. Patryk napisał go na podstawie wielogodzinnych rozmów z lekarkami.

Ostatnio w polskim kinie taki męski świat chirurgów pokazywali „Bogowie”, torować sobie drogę naukową w męskim świecie musiała też Michalina Wisłocka w „Sztuce kochania”.

Tak – te kobiety musiały z siebie wydobyć mnóstwo siły, by udowodnić, że mogą być świetne w tym, co robią. W „Botoksie” poznamy je też od strony prywatnej – zobaczymy ich zmagania z normalnym życiem, tym po wyjściu ze szpitala. Wszystkie cztery postaci grane przez moje wspaniałe koleżanki z planu wymagają rzucenia się na głęboką wodę. W tym filmie nie można asekurować się w żaden sposób, konieczna jest odwaga w graniu tego typu scen.

Gra Pani w kinie, na małym ekranie, w teatrze, ale zajmuje się Pani też dubbingiem?

W teatrze uwielbiam magię bezpośredniego kontaktu z widzem. Moment przed wejściem na scenę pachnie jak najgęstsze perfumy ze wszystkich emocji świata: szczęścia, uniesienia, strachu, niewiadomej. Film jest inny: mamy jedno ujęcie i ono się nie powtórzy. Z Agnieszką Dygant dziś zgadałyśmy się, że po zakończeniu ujęcia, gdy materiał został już zarejestrowany, my nadal czujemy potrzebę, by daną scenę dalej grać i w ten sposób ją obłaskawiać. Ona wciąż jest w nas, mimo że już przebrzmiało hasło „kamera, akcja”. Natomiast dubbing to bardzo spokojna praca, w której nie ma takiego napięcia .Cieszyłam się, że mogłam zagrać Queenie w „Fantastycznych Zwierzętach i jak je znaleźć”. Jednak chyba najbardziej uwielbiam pracę przy filmie. Film to jedna wielka niewiadoma. W teatrze jest się obecnym przy całym procesie twórczym, natomiast na planie akcja zawiązuje się, gdy włączają się kamery. Muszę wtedy zapomnieć o warsztacie czy doświadczeniach i po prostu oddać się w chwili – to bardzo ekscytujące.

Na premierę czeka też spektakl teatru telewizji z pani udziałem pt. „Dzień dobry, wszyscy umrzemy”.

Gram tam postać odjechanej malarki, żyjącej na granicy z rzeczywistością, snującej wciąż teorie na temat życia, które nic wspólnego z życiem nie mają. „Dzień dobry, wszyscy umrzemy” to zresztą spektakl o ludziach przyszłości, dla których pójście nad rzekę i dotykanie piasku gołymi stopami czy zapach gumy balonowej to już tylko wspomnienia. Dziś żyjemy w pędzie, ścigamy się z sobą nawzajem, z nowymi technologiami. Trudno jest nam by tak, jak mówi bohater Paolo Sorrentino, „po prostu usiąść, złapać się za ręce, popatrzeć w oczy i pożartować”.

Czy znając zalety i wady aktorstwa wolałaby Pani, by Pani córka nie skierowała swych kroków na podobne tory zawodowe?

Moją córkę będę wspierać niezależnie od drogi, jaką wybierze. Polka będzie robiła to co, chce, bo chyba najgorszą rzeczą jest odwieść kogoś od czegoś i zabić marzenia. Dzieci są nam dane na chwilę, nie są naszą własnością – chcę o tym pamiętać . A w relacji rodzic-dziecko możemy się uczyć od siebie nawzajem. Wychowujac córkę, najwiecej rzeczy uczę się o sobie.

Swego czasu wzięła Pani udział w cyklu „Podróże z gwiazdami”, którego współautorem było PKP IC.

Tak – kocham podróżować pociągiem! W pociągu świat na chwilę się zatrzymuje, a ja czuję wolność. Jestem odizolowana od różnych bodźców, mogę zdystansować się od problemów, pobyć sam na sam z własnymi myślami, a na końcu tej drogi „wrócić do siebie”. Podróże to moja pasja. Jestem w stanie nie mieć samochodu czy drogiej torebki, by móc pojechać np. na 6 tygodni do Azji, do mojej ukochanej Kambodży czy Tajlandii.

Czy na zakończenie może nam Pani zdradzić swoje cele i marzenia?

Mam wiele marzeń zawodowych, chciałabym też po prostu dobrze żyć. Przede wszystkim jednak pragnę, aby moja córka wyrosła na silną, szczęśliwą kobietę. By miała ten czas, by złapać mnie za rękę i byśmy mogły trochę pożartować.

Marieta Żukowska

Aktorka filmowa i teatralna, absolwentka Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej i Teatralnej w Łodzi. Jedna z najzdolniejszych aktorek młodego pokolenia, już na trzecim roku studiów rozpoczęła prace w zespole Teatru im. Stefana Jaracza. Laureatka kilkunastu nagród teatralnych, m.in. Grand Prix na Międzynarodowym Festiwalu w Brnie oraz Złotej Maski. Za filmową kreację Teresy w filmie „Nieruchomy Poruszyciel” została nominowana do nagrody Orły Filmowe w kategorii Odkrycie Roku. Zagrała m.in w filmach: „Bezmiar sprawiedliwości”, „Generał na Giblartarze”, „W imieniu diabła”, „Słaba płeć?” i w serialach: „Londyńczycy”, „Majka”, „Anna German”, „Uwikłani”, „Barwy szczęścia”, „Druga szansa”. Członkini Polskiej Akademii Filmowej. Mieszka i pracuje w Warszawie, jest mamą 5-letniej Poli. W ubiegłym roku została laureatką nagrody Perła Gentle Woman w kategorii Osobowość.